Moda

Modę na buty, modę na sukienki, modę na konkretny styl ubierania (a czasem – posiadania) lub… nieubierania się w ogóle. O tym, czym jest moda, jak na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat przebiegała ewolucja jej trendów traktować będzie ten artykuł.

Zaczęło się od… wielkiego wybuchu!
Gdyby doszukiwać się początków mody – należałoby cofnąć się do czasów (dosłownie i w przenośni) zamierzchłych. To właśnie wtedy, kiedy pierwszy człowiek pierwotny zszedł z drzewa, zaczął przemieszczać się po lądach w poszukiwaniu znośnego miejsca do osiedlenia i zdecydował się porzucić wegetarianizm na korzyść mięsożerstwa – rozpoczęła się moda. Tyle tylko, że faktu założenia na siebie kubraczka z wężowej wylinki czy tuniki ze skóry świeżo upolowanego mamuta nie można łączyć z żadnymi trendami, chęcią upiększenia neandertalskiej fizjonomii czy z krępującym, związanym z golizną uczuciem wstydu. Chodziło o utylitaryzm – ochronę ciała przed chłodem, deszczem czy piekącym słońcem. Oczywiście, kilka pokoleń małpoludów później, w praprzodkach współczesnego człowieka zrodziła się chęć dbania o wygląd. Archeolodzy co chwilę donoszą o odkryciu nowych, ręcznie wykonanych ozdób czy naskalnych, przedstawiających nowe „projekty” prehistorycznej odzieży malunków. Mimo wszystko, ówczesna „moda” cały czas była przede wszystkim modą użyteczną, a nie – modą estetyczną. Chociaż przyznać trzeba, że ta druga funkcja z czasem coraz mocniej wzbierała na sile.

W erze prehistorycznej, moda zyskała bowiem dodatkowy wymiar – ubrania i dodatki (obok plemiennego „makijażu”) stały się wyznacznikiem statusu i przynależności do konkretnej grupy. Zupełnie inaczej ubierali się „wodzowie”, inaczej zasłużone matki czy piastunki, inaczej – wojownicy. Jednostki z danej grupy łączyły za to konkretne kolory, „kroje” czy elementy zdobnicze, które unifikowały i odróżniały daną, zamkniętą zbiorowość od innych.
Owszem, zamierzchła historia równie zamierzchłej mody ma się nijak do współczesnych trendów i stylów.

Moda spod znaku pacyfy
Spodnie dzwony, luźne tuniki, koturny lub sandały, powłóczyste sukienki, opaski z rzemyków, multum wzorów i kolorów, korale, kwietne motywy i militarne akcenty. Moda hippisowska to kalejdoskop pomysłów. Kalejdoskop nakręcany przez wojenną rzeczywistość przełomu lat 60-tych i 70-tych. I bunt ówczesnych nastolatków, rzecz jasna.
Moda hippisowska była wyrazem buntu przeciwko wojnie – stąd mnogość kwiatów nadrukowanych na bluzkach czy tunikach, stąd luźny krój jeansów i miłość do tęczowych kolorów. Kontrowersyjną, ale równie buntowniczą przeciwwagą do wesołych motywów były chętnie przez hippisów noszone elementy militarne – kurtki wojskowe, ciężkie buty, koszule z demobilu. Całość tworzyła obraz cynicznego pastiszu, który spełniał rolę bardzo dosadnej, buntowniczej krytyki amerykańskiej agresji wojskowej.
Styl hippisowski był wizytówką poglądów, życiowej filozofii i sposobu życia.

Lata 70-te to moda spod znaku disco

Lata 70-te to moda spod znaku disco

Skraj ruchu hippisowskiego to jednocześnie rozwój stylu disco, będącego kontrofensywą do mody na polityczne zaangażowanie i akcentowanie tego zaangażowania przez ubiór. W latach 70tych do głosu doszła zabawa. Tyle tylko, że w odróżnieniu od zabawy w wykonaniu hippisów – zabawa (i moda) tego okresu nie wyrażała żadnej, głębszej filozofii, a wysokie koturny, błyszczące sukienki czy fryzury utrwalane trwałą ondulacją na kształt afro były jedynie wizytówką klubowego stylu bycia i miłości do muzyki spod znaku disco.
Równolegle do tego trendu, rozwijała się moda na rockowe, brudne, niedbale stylizacje, inspirowane wyglądem członków popularnych zespołów. To w tym okresie rodził się talent buntowniczej babci wybiegów Vivienne Westwood, to wtedy powstały kultowe ramoneski i wtedy też wybuchł boom na glam rock.

Like a Madonna!
Glam rock upadł jednak tak szybko, jak się pojawił. Przyłożyła do tego rękę galopująca konsumpcja i wzrost popularności kultury pop, której twarzą przewodnią stała się Madonna – królowa współczesnej muzyki i największa trendseterka lat 80tych i 90tych. Tym sposobem, brudne, podarte stylizacje zastąpiły kreślone ręką Versace projekty high fashion, wielkie kokardy i bieliźniarskie motywy w stylu Jean-Paul Gaultier’a, inspirowane filmem „Flashdance” i instruktażowymi nagraniami video ćwiczeń Jane Fondy stroje do aerobicu, podwinięte rękawy marynarek a’la policjanci z „Miami Vice” czy kreacje utrzymane w teatralnej konwencji „New Romantic”. To wszystko mieszało się z miejską elegancją rodem z pracowni Donny Karan czy deski kreślarskiej Ralpha Laurenta i przywoływało na myśl style minione. Bo to właśnie wtedy, na przełomie lat 80tych i 90tych moda zaczęła zataczać koło i coraz częściej patrzeć w przeszłość – czy to na retro sukienki, dekadenckie buty czy bieliźniarskie trendy przywołujące na myśl styl empire.

Powtórka z rozrywki
Moda dzisiaj, to miks inspiracji, zapożyczeń i powtórzeń. Trudno doszukiwać się we współczesnych trendach faktycznych nowości. Nawet kolekcje największych projektantów powodują wystąpienie odczucia déjà vu i sprawiają, że podziwiający wielkie pokazy obserwatorzy zaczynają się zastanawiać, skąd znane im są dane elementy, faktury czy motywy. Oczywiście, pojawiają się względnie rewolucyjne trendy – takie, jak chociażby styl „hobo”, który nawiązywać ma do wyglądu najbiedniejszych ludzi bezdomnych. Takie właśnie trendy są oczywiście odpowiedzią na galopujący konsumpcjonizm, powtarzalność i jednakowość promowaną przez sklepy internetowe, globalne żurnale czy wirtualne poradniki modowe. Trendy są też dowodem na to, że – niezależnie od biegu lat – definicja mody czy jej socjologiczne i psychologiczne znaczenie pozostają niezmiennie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*